coala photography



Link | 04.03.2012 :: 00:39 | lifestyle | love it or hate it, just say me something(0)

nigdy nie wiesz gdzie czai się gruz.
tak w między czasie.
robią się zdjęcia z pierwszych urodzin 1st floor'u, już prawie skończone.
a zaraz po nich, co prawda wcześniejsze, ale bardzo ważne zdjęcia z (niestety tylko) weekendowej
wyprawy do 3miasta, miały być już kilka dni temu, ale komp nie chciał współpracować.

tak powoli się żegnam, w sumie to wyszło tak, że najpierw z tymi, których myślę, że będzie mi najbardziej brakować.
i z Lbn-em, polubiłam to miasto w ostatnich latach. tak. bo to ludzie tworzą miejsca.

:)


czarny tulipan. j.dilla tribute. pierwsze urodziny stereofonii. jak zawsze klimatycznie.






Krzysiek nie chciał zabrać nas nad Zalew :(





Link | 04.03.2012 :: 13:03 | food | love it or hate it, just say me something(2)

tydzień temu, niedzielny poranek... pobudka po 12.00, odsypianie poprzedniej nocy i regenerowanie sił.

tydzień temu, w sobotę świętowaliśmy pierwsze urodziny lubelskiego krytego skateparku d.i.y. - 1st floor'u
minął rok. wydarzyło się na prawdę bardzo dużo. poznaliśmy jeszcze więcej pozytywnie nakręconych ludzi.
do jeszcze większych i śmielszych przedsięwzięć zostaliśmy zmotywowani. tak ogółem ale i osobiście.

urodziny to i tort.
pierwszy mój taki.
dwa dni i jedna noc pracy.. widok ucieszonych twarzy bezcenny :)

wyjaśnienia należą się jeszcze w sprawie transportu owego kejka :P
otóż. jak już udało się nieco wczorajszo-nocnego Elka wydzwonić,
on poczekał sobie na mnie ponad pół godziny bo mi spodnie zginęły, jego autem przyjechaliśmy do mnie po tort...
co się okazało? nie chciał opuścić tak łatwo mojej kuchni. nie chciał być noszonym bez blatu stołu,
a co gorsze nie chciał się zmieścić w drzwiach kuchennych :P
po kombinacjach i zdalnemu poziomowaniu na schodach, udało się znieść go z drugiego piętra i zapakować
do bagażnika razem z Mariolką.
nie ukrywam.. miałam nadzieję zrzucić odpowiedzialność za należyty transport na Łukasza.
niestety.. to ja musiałam uważać i delikatnie skręcać w lewo, żeby nie zmiażdżyć quarter-bowla :D

w sumie to dobry wyszedł :D

tutaj macie MEGA MEGA edit z tego dnia od Tomka Ciężkiego.
O TUTAJ KLIKAĆ
ja jestem pod wrażeniem tego jak udało uchwycić się klimat tego dnia.
w sumie to takie zobrazowanie chillout'u jaki mógł przyjść po roku pracy i życia 1st floor'u.

































Link | 05.03.2012 :: 15:30 | skateboard | love it or hate it, just say me something(1)

pierwsze urodziny 1st floor'u





































































to by było chyba na tyle.
miło było widzieć was wszystkich :)




Link | 13.03.2012 :: 14:06 | people | love it or hate it, just say me something(3)

kolejny weekend w Warszawie.
czyli co?
czyli trochę spotkań i spraw, które w jakiś sposób pozwalają mi coś zakończyć,
uciąć, jakoś zamknąć.
nie ma już mieszkania na Powiślu, nie będzie magisterki na UKSW.
piątkowe piwo z Tomaszem, crêpes suzette co by się chłopak nie ususzył i ja z resztą też.
dobre zdjęcia z parku, fajny jam, pozytywne myśli, dobrze spędzony czas.
zajawkowy film Ryysa, Ride Your Way 2: BLING, porządnie wyszło.
później mniej szczęśliwa droga na after.. a sam after był dobry :D
droga powrotna z 1500m²...
niedziela.. ciężki poranek, brak chęci na sen, na wstawanie, na cokolwiek.
Ząbi i jego żółty beemiks zaszczycił porobionego po Jamajsku Tomasza odwiedzinami w jego mieszkaniu,
więc jakaś motywacja do ruszenia się, chilloutowy spacer po Łazienkach, znajome mordy na Jutrzence :)
teraz zamuła przez kilka tygodni, leczenie nogi, więc będę sypać pewnie starymi zdjęciami,
zdjęciami stóp, zdjęciami psa i może jakimiś smętami.

mustasz lov Tomasza
później jeszcze jedno foto :P






Link | 14.03.2012 :: 22:09 | people | love it or hate it, just say me something(1)

mustasz.lov 3/3




Link | 17.03.2012 :: 20:51 | lifestyle | love it or hate it, just say me something(0)

przespałam kilka dni i nocy pod rząd.
bez wdawania się w szczegóły...
najgorszą możliwą da mnie rzeczą jest popadnięcie w stan, w którym stwierdzę,
że najlepszym rozwiązaniem problemu jest przespanie go.
co zapewne skończy się przespaniem trochę więcej niż 9-10 godzin, no nawet 12 do oporu.
a tak na prawdę to kończy się spaniem 19/24 godziny. kilka dni pod rząd.

nie myśli się, nie ma się czasu na martwienie się, na oswajanie się z prawdą i wizją przyszłości.
bo planu dokładnego takowego w sumie nie ma. są przewidywania i tylko kilka haczyków,
nikłych punktów pewności, że to i to musi się wydarzyć.

po raz kolejny... czcze gadanie, zapychanie czyjejś uwagi i potrzeby rozmowy pustymi słowami,
sloganami grzecznościowymi wyprodukowanymi w odpowiedniej formie zależnie od okoliczności.
w gadaniu jakimkolwiek, samym sobie, nie ma żadnego celu, nic ono nie zmienia, na nic nie wpływa realnie.
dopiero w połączeniu z działaniem, jakimkolwiek możliwym, choćby najprostszym i wymagającym najmniejszego wysiłku może cokolwiek znaczyć.
bo chyba jednak kiedyś warto mieć oczekiwania, czegoś wymagać, czegoś potrzebować,
choćby się tego nigdy dotąd nie robiło.

ale ja nie o tym.
dziś już tak bardzo się nie zdziwiłam, kiedy pomysłowy i uczynny Dobromir po raz kolejny zapukał do drzwi,
żeby mnie obudzić i wywlec, skoro sama tego nie zrobię i ogłosiłam wszem i w obec, że śpię do oporu.
tym razem jednak spotkał się ze sprzeciwem i dość mocno ślimaczym tempem jakiegokolwiek ogarniania się.
zjedzone, cokolwiek uczesane, stoczone ze schodów, zapakowane razem z psem i herbatą w termosie do samochodu, zawiezione na działkę.
SŁOŃCE ! CIEPŁO! PTAKI LATAJĄCE NAD GŁOWĄ!

kilka godzin na powietrzu i w końcu normalnej rozmowy i czuję się jak po ekscytującym dniu,
spędzonym na robieniu zdjęć, gdzieś w podróży ze znajomymi, kiedy nie ma czasu na zamulanie.
tak i rozkładam swoje wrażenia i dni czasem na czynniki pierwsze jak nienormalna.


















Link | 22.03.2012 :: 03:21 | bike | love it or hate it, just say me something(3)

prawie dwa tygodnie temu, 10 marca, odbył się luźny jam na warszawskim dirtparku.
poprzedził on premierę filmu Ride Your Way 2: BLING

kilka strzałów i znajome twarze.











































Link | 23.03.2012 :: 22:13 | lifestyle | love it or hate it, just say me something(0)

Koyot przywiózł muffiny od Katie's Cupcakes do stestowania, więc był obiad, ale dupy nie urwało niestety.
Przyjechał Kuba prosto z szosy w gustownym trykociku jak na prawdziwego zjazdowca DH przystało XD
w drodze powrotnej do Lbna złapał snejka i musiał wędrować z buta.
była żółta zupa z rozgotowanym ryżem, milky way czeka na zły humor, a żeby go nie zjeść, humor musi być dobry.

i nie wiem czy plany czasem sypią się tak totalnie, żeby coś w nich zmienić, obrać inny kierunek, czy po to,
żeby jeszcze bardziej się starać i pokonywać jeszcze więcej trudności, żeby to docenić.
jak na razie wszystko co planowałam, cała moja "ucieczka" w różnych aspektach, wszystko odwołane.
nie mam żadnych planów. nie mam nic w głowie.
ale na pewno będę bardziej świadoma swojego czasu i energii i tego komu warto je poświęcać,
a o czyją atencję nie warto zabiegać. bo w sumie nie warto zabiegać o czyjąkolwiek, jeśli nie ma takowej,
bezinteresownej i samoistnej.
czyli jedna miłość dla tych, którzy "są" mimo wszystko, a nie tylko potrzebują Cię do osiągania swoich celów.

~ zdjęcie talerza po rzeczonej zupie - autorstwa Koyota :)
żeby nie było


















Link | 25.03.2012 :: 20:12 | lifestyle | love it or hate it, just say me something(0)

sobotni chillout od samego rana i niespodzianka na koniec :)
taki chillout, że na koniec padasz i zasypiasz od razu z uśmiechem na twarzy :)
od samego rana słońce, powietrze, ciepło i przede wszystkim najlepsza ekipa,
która jak już trzeba to i na moje zadupie się zatoczy.

a teraz co?
jest termin operacji, trzeba podleczyć nogę. i czekaj głupia.
zaplanuj najbliższy rok na nowo. na spontanie się nie uda.
i jestem wdzięczna za każdy uśmiech i uścisk i słowo tym, którzy są.
bo mogło być gorzej i inni mają gorzej. ambicje czasem trzeba schować do kieszeni.
a swój honor postawić sobie za mur.


































Link | 26.03.2012 :: 15:36 | people | love it or hate it, just say me something(3)

portreciki z soboty.
no i należą się podziękowania Elkowi, dzięki któremu mam czym spontanicznie pstrykać :)

Zuza :)


Kamilowe. wizjoner taki XD ale ulubione poza Zuzowymi z tego dnia


uśmiechnięta jak zwykle japa Jaca :)


Łukasz zabłądził, ale przyprowadził Czyża, który nie wiem jak, ale nie ma portreciku :(


zwalczamy zarazki :D


nowy szeryf. mistrzowsko opanowane żmędzenie, sępienie i żebranie o jedzenie. nie wiadomo skąd przychodzi,
nie wiadomo kiedy i w którą stronę odchodzi.


było miło :)




Link | 27.03.2012 :: 16:25 | people | love it or hate it, just say me something(0)

Zuza.




Link | 28.03.2012 :: 22:44 | food | love it or hate it, just say me something(0)

Marchewkowe z kremem serowym dla Czapela :D
+ 3 sznyty na twarzy :)

dooobry dzień :)













archiwum

2017
12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2016
12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2015
12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2014
12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2013
12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2012
12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2011
12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2010
12 11 10 09 08 07 06 05


categories

animals(13)
architecture(15)
bike(31)
bmx(41)
city(15)
dreams(8)
food(4)
lifestyle(52)
nature(18)
people(44)
skateboard(9)
slackline(8)
still on tour(39)
where's your home joe?(20)



E-MAIL ME: widze.niebo@gmail.com


Karolina Kowal | Utwórz swoją wizytówkę


click!click!

thomasz | jacek | halidar | piotrek czyżewski - INFERNO | deco | ratz!bmx | ratz!bmx ownlog | bmx | insane punishment life - jaco | tsc | silvia.sencekova | bartek.pogoda | Janek Galek | urban hajlajn - Lublin | ubrania bmx |


Photoblog Awards

Free counters!





All rights reserved. Wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione. Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3. Projektowanie: diggerstudio.com