piątek. 6/x
w końcu. odpoczynek. spanie.
pierwsza wycieczka na rehab bez kuli.
prawie osobisty, ale najlepszy masażysta.
list z Birmingham i zdjęcia.
pierwsze zdjęcia, jakie od kogoś dostałam na papierze :)

¾ dnia poświęcone na ćwiczenie. na machanie nogą.
wzmacnianie mięśni i utrzymywanie dobrego samopoczucia.
tylko po to, żeby móc naprawić co się zepsuło.
a jak już naprawią, to od nowa, jeszcze dłużej i ciężej trzeba będzie pracować.
i najważniejsze, żeby ta myśl nie stała się negatywną, a motywowała i zachęcała do dalszego działania.
bo przecież już po wszystkim będzie dobrze :)

w końcu lepszy dzień. wracam do żywych.
trochę zaległości się pojawi. postaram się też być na bieżąco.
trochę się działo, trochę się jeszcze wydarzy.

a wciąż przekonuję się, że bez ludzi, bez bliskich niewiele się da.
a na pewno jest to strasznie ułomne życie. takie papierowe.
stary, kruchy papier, który się łamie, strzępi od najmniejszego dotyku
i nie jest w stanie przyjąć żadnego intensywnego barwnika.
nic ciekawego nie da się na nim skomponować.
do niewielu celów można go przeznaczyć.

patosem zaleci, niby żyć się da, a inni mają gorzej.
ale nie jest fajnie, kiedy doj*bie Ci 'zupełnie-nie-twoje życie'

jestem wdzięczna wszystkim, którzy tu są, chociaż wcale nie muszą.
tym, którzy mnie odwiedzają, przyjeżdżają, pomagają, oferują swój czas, pomoc.
tym, którzy wiedzą, że nie mogę długo siedzieć w jednym miejscu, w domu,
którzy zabierają mnie gdziekolwiek w ich towarzystwie.
i tym, którzy przyczyniają się do tego, żebym pokochała miejsce, w którym mieszkam.
i Lublin i moje miasto. i pokazali mi, że i tu można.
że może do czegoś mogę się przydać, że Tutaj może być lepiej. i to za naszą sprawą.
że tutaj też można stawiać sobie cele. wcale nie gorsze.
i że może nie trzeba uciekać.
chociaż nie raz jeszcze to zrobię.

Name:

komentarze