zakotwiczona na chwilę.
znów przed komputerem i w znajomym bałaganie.
chyba tylko najgorsza choroba ludzkości zmusiła mnie, żeby siąść
i ogarnąć materiał nagromadzony przez 3 tygodnie.
na razie cyfrowo. rolka do skończenia, wołanie i dopiero będą moje analogowe dzieci.
chyba nie potrafię z tego zrezygnować i nadal przyznaję temu jakąś wyższość.
mam wrażenie, że cyfra skłania do niestarania się, bo "się wytnie, się wykadruje, wyciągnie się ekspozycję, podkręci się kontrast"... może niesłuszne to wrażenie, ale moje.

gdańskie zoo.
zrobiło na mnie wrażenie, praktycznie zero klatek.
wybiegi i to znacznych rozmiarów, doskonale wkomponowane
w oliwskie lasy i wyżynną rzeźbę terenu.
do tego widoczna dbałość o przemyślane planowanie przestrzeni, wdrażanie nowych
tendencji w zakresie wzornictwa użytkowego. wielki pozytyw. niestety jeszcze rzadko w polsce spotykany.
na pewno warte powrotu :)



z żyrafami za każdym razem było coś nie tak. psuły się XD











surykatkowy mix XD



dziś na obiad błoto o smaku pomarańczowym.








spalony innym słońcem



zmasowany atak wszelkiego rodzaju jelonków bambi XD
strzeżcie się.









Name:

komentarze